Jak mierzycie efektywność pracy w placówkach

  
Strona 1 z 2    [ Posty: 12 ]

Moderator: Tom.

Napisano: 23 maja 2011, 13:33

Jak mierzycie efektywność pracy w placówkach?
~ale jaja


Napisano: 23 maja 2011, 21:53

~etatysta miałem nadzieje że się wypowiesz :(
~ale jaja

Napisano: 24 maja 2011, 2:18

Ale o co ci chodzi? O metody? O techniki? O jakieś konkretne wskaźniki? Jakie efekty - bezpośrednie czy odroczone? Chodzi o to, co się mieści pod pojęciem diagnozy psychologiczno-pedagogicznej?
~etatysta

Napisano: 24 maja 2011, 9:49

~etatysto w wątku asystent rodziny piszesz \"Jeśli chodzi o pracę asystenta, to zastanawiam się jak będzie rozliczany z efektów? Czy będzie presja na powrót do domu? Czy będzie jakaś granica czasu interwencji asystenta, czy też będzie mógł latami brać wypłatę za brak efektów? Po ewentualnym powrocie oczywiście nadal będzie pracował z rodziną. Jak długo? Do pełnoletności? I co jeśli pomimo pracy asystentów nie spadnie istotnie liczba dzieci w placówkach, za to spadnie liczba miejsc i nakłady finansowe na dd? Kto weźmie za to odpowiedzialność? Spróbuj odpowiedzieć na powyższe pytania z punktu widzenia swojego miejsca pracy.
~ale jaja

Napisano: 24 maja 2011, 11:41

Ad1. Wychowawca z efektów swojej pracy rozliczany jest na bieżąco, o progresie lub regresie świadczą np. postępy w nauce, zachowanie, badania poradni psych-ped. Dobry wychowawca realizuje działania zarówno w zakresie opieki jak i wychowania oraz terapii (pedagogicznej). U mnie rozliczany bywa ze wszystkich tych sfer działania.
Ad2. Granicą czasu interwencji wychowawcy w placówce op-wych jest czas wyznaczony ustawą tj do usamodzielnienia lub powrotu do domu. Oczywiście dobry wychowawca utrzymuje (za darmo!) kontakt ze swoimi byłymi wychowankami tak długo jak tego chcą i potrzebują.
Ad3. Po ewentualnym powrocie do domu wychowawca nie pracuje z dzieckiem. O efektach jego pracy świadczą tzw. efekty odroczone tj. jak żyje, kim jest i z czego się utrzymuje jego były wychowanek.

Co do ostatniego z moich pytań. Ja też bym chciał mieć willę z basenem i ferrari, ale mnie na to nie stać. Podobnie jest z placówkami. Chcemy mieć wysoki standard, ale nas na to nie stać. Efekt będzie taki, że placówek nie będzie (bo za drogie) rodzin nie będzie (bo to ciężka praca, a rekompensata finansowa symboliczna), a dzieci wychowają się na ulicy. Za kilka lat (albo wcześniej jak we Wrocławiu :) będziemy budować sierocińce, a winni będą tłumaczyć, że oni mieli genialne pomysły, tylko \"czynnik ludzki zawiódł\".
Ale jaja nie dziwi Cię to co się robi z placówkami op-wych? Jeżeli faktycznie komuś by zależało na rozwijaniu form rodzinnych, to chyba w 11 lat dałby radę doprowadzić do sytuacji zamykania domów dziecka z powodu braku wychowanków. Teraz mamy absurd, że trzeba likwidować miejsca na które jest zapotrzebowanie.
~etatysta

Napisano: 24 maja 2011, 11:45

etatysto-pracujesz we Wrocławiu?:)
~zosia

Napisano: 24 maja 2011, 12:10

Nie, ale jest to przykład wdrażania postępowych idei, gdzie najpierw zlikwidowano opiekę instytucjonalną, a potem zaczęto powoli tworzyć ją na nowo.
~etatysta

Napisano: 24 maja 2011, 12:25

to sie zgadza!!a miejsc jest ciagle za malo:(
~zosia

Napisano: 24 maja 2011, 18:13

~etatysta a byłbyś zadowolony z takiej odpowiedzi jaką sam udzieliłeś gdyby napisał to o swojej pracy asystent rodziny?
~ale jaja

Napisano: 24 maja 2011, 21:55

Ja na swoje pytania nie dostałem ŻADNEJ odpowiedzi, więc raczej byłbym zadowolony z każdej :) Przykro mi, że nie trafiłem w Twoje oczekiwania.
~etatysta

Następna

  
Strona 1 z 2    [ Posty: 12 ]




NIE PRZEGAP WAŻNYCH INFORMACJI! POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU
[ ZAMKNIJ ]