informatyk

  
Strona 1 z 1    [ Posty: 10 ]

Moderator: Tom.

Napisano: 14 lip 2015, 7:54

witam
Tak się zastanawiam obsługiwać informatycznie jedną z gmin w mojej okolicy. Gmina ok 7000 mieszkańców. Sieć, programy Sygnity: Std, SR, FA, ST, DM. Myślę, że najlepiej na umowę zlecenie. Poradźcie jaką stawkę realnie zaproponować...
raffi


Napisano: 21 lip 2015, 13:24

a czemu na zlecenie?
jednostkom potrzebny jest informatyk, który będzie do dyspozycji od 8 do 16-tej
czyli etat
nie wiem ile zarabia nasz urzędowy, ale myślę że spokojnie 3500 netto
Miłka

Napisano: 30 lip 2015, 9:43

Wystarczą dwa dni w tygodniu, 2500 netto miesięcznie na zlecenie. Nienormowane godziny, można restartować serwery poza płaczem etatowców "ja teraz chce koniecznie do pomosta i już!".
No chyba, że towarzystwo jest przyzwyczajone do zasady "zawołaj informatyka jak ci się robić nie chce", np. jak zmienić kolor tabelki na żółty: to trzeba na full etat. Ale to i tak wyjdzie na gorsze, bo informatyk zamiast zajmować się problemami będzie narzekał, że wzywają go do pierdół a przez większość dnia i tak się nudził.
Poza tym będzie musiał pisać pisemka z odpowiednimi sygnaturami i zajmować się rzeczami nieinformatycznymi jak np. ochrona danych osobowych lub wklepywanie tekstów. To szczególnie wk**ące dla informatyków. Po nabraniu doświadczenia odejdzie, a na jego miejsce kolejny "jeleń".
Bazyli Szpak

Napisano: 13 sie 2015, 9:25

W punkt Bazyli Szpak ;) Jest dokładnie tak jak piszesz - wzywanie nas bo się robić nie chce - do tabelek, drukowania, skanowania, wpisywania, dodawania w arkuszu i wielu innych rzeczy, włącznie z zakresem obowiązków na danym stanowisku. Przyjdzie jeleń i zrobi. Wszystko co ma wyświetlacz albo kojarzy się z informatyką - do informatyka, bo od tego jest. Ostatnio musiałem oglądać zepsutą mikrofalę (bo ma wyświetlacz). Jesteśmy wynagradzani bardzo słabo, dostaję 1900 zł netto, mamy prawie 90 komputerów w sieci, serwer z kilkoma programami dziedzinowymi, bazami danych, sprzęt drukująco-kopiujący, pełne wsparcie IT, nasze, autorskie programy wspomagające pracę, politykę bezpieczeństwa, serwis WWW i BIP - robione swoim sumptem i utrzymywane oraz aktualizowane, utrzymanie i rozwój, itd. Oczywiście można odejść do prywaciarza itd, ale przecież ktoś musi robić, to co my teraz. To błędne koło musi się skończyć (powinno). Robi się bardzo wiele, nadal się angażuję ponad normę w różne sprawy, a i tak traktowany jestem jak zbędny balast, który pałęta się i tylko stwarza problemy celowo, żeby mieć co robić. Podejście większości urzędników to PRL-owska roszczeniowość i kombinatorstwo, a komputer to ich wróg, którego podrzucił ktoś po złości. I jest "MÓJ pomost, MOJE rodzinne, MOJA księgowość, MOJA sieć" (czyli informatyka). Ludzie nie rozumieją, że to ich narzędzia pracy, a mieli dobre 10 lat żeby się przyzwyczaić do komputera i programów po kolei. Także uważam, że pensja powinna wynosić w moim przypadku 3200-3500 netto i to i tak nie jest jakiś szok, za to co się robi i za odpowiedzialność jaką się jednak w tej pracy ma. Dodając do tego podnoszenie kwalifikacji na własną rękę, bo kasy na szkolenia czy podyplomowe to nie uświadczysz, to chyba się coś należy więcej.
informatyk

Napisano: 14 sie 2015, 7:36

Nie jestem w tej firmie informatykiem, marzę o tych 1900 netto, a zajmuje się, z racji tego że informatyk przychodzi po godzinach, serwerami, instalacją samych komputerów w biurach, drukarkami, przenoszeniem danych, sam szukam programów użytkowych, 3 sam napisałem (dzięki temu zrezygnowaliśmy z licencji i oszczędzamy), a szefowa nawet nie wie że to robię. Każdy mnie woła, "bo ja się znam" i odwalam co tylko mogę od "popraw tę tabelkę, bo się nie mieści na stronie" poczynając, na "zajmij się siecią, bo programy wysiadły" kończąc - za frajer!

U nas w większej gminie jest informatyk, w praktyce na telefon, za tysiąc brutto. Najmijcie jakiegoś z sąsiedniej gminy, niech ogarnia 2 ośrodki.
abc

Napisano: 17 sie 2015, 8:48

To współczuję, serio. Macie tam jakiś chory układ, na który jest przyzwolenie raczej z każdej ze stron. Właśnie takie coś powinno być unormowane i ucywilizowane. Tyle się mówi o standardach w e-administracji itd, dotyczy to też mniejszych przecież jednostek, a nadal sprawy informatyczne traktowane są po macoszemu. A do tego permanentny brak kasy na jakiekolwiek inwestycje czy rozwój.
informatyk

Napisano: 17 sie 2015, 9:19

Myślę, że środki by się znalazły, ale niechęć pracowników do rozwoju w tym zakresie jest ogromna. Odpal przy którymś excela i nagle się okazuje, że wszyscy zapomnieli wyłączyć żelazko. Szkoda, bo to są narzędzie naprawdę proste przy podstawowym zastosowaniu, a czas zaoszczędzony na porzuceniu zeszytów A4 i ołówka nie mały. Nowe programy, nowe możliwości, a nie mieć notesu to rzec nie do pomyślenia.

Sami powiedzcie, ilu próbowało skumać co przy nich robiliście nawet z takich pierdół jak tabelki czy wstawianie załączników do mejla. Oni to potrzebują "tylko teraz", żeby tylko szybko zrobić i nic więcej nie chcą. A w sezonie tego "tylko teraz" potrafi być parę razy dziennie... Nawet nie wiem czy "od tego jest informatyk", u nas ja od tego jestem, tak wyszło.

Co do wątku, trzeba się zastanowić czy do myć obsługa zaplecza, tj. aktualizacje wszystkiego i w sumie tyle, czy pomoc bieżąca (jak wstawić to, usunąć to, wygenerować tamto itd.). W pierwszej opcji umowa zlecenie i niech sobie robi to kiedy chce, a w drugim przypadku pełny etat i w zależności od doświadczenia więcej trzeba będzie wyłożyć.
abc

Napisano: 18 sie 2015, 8:21

Zgadza się. Niechęć pracowników, szczególnie z "dużym doświadczeniem" w jednostce jest ogromna. Pojedyncze przypadki, że ktoś w ogóle chce zrozumieć po co jest informatyzacja i na jakiej zasadzie ja to chcę propagować i rozszerzać w mojej jednostce. Problem jest jednak bardziej złożony. Przez nieudolność twórców oprogramowania, przez chaos w informatyzacji administracji, gdzie błąd goni błąd, fuszerka fuszerkę, gdzie narzędzia zamiast pomagać często przeszkadzają poprzez swoją awaryjność i ociężałość użytkowania, wielu użytkowników tylko cementuje swoją niechęć, bo widzą jak to działa, jakie są z tym problemy i ile przy tym nerwów. Dlatego ja "to co narzucają przepisy" mam i staram się to utrzymywać i wspomagać użytkowników, jednak ogólnie wprowadzam rozwiązania w miarę sprawdzone i bezpieczne, tak aby nie pogarszać sytuacji i nie wzniecać złości, że "coś nie działa, a miało pomagać" albo realnie komplikuje pracę. Nie robię rewolucji, wszystko małymi krokami. Jednak to już tyle lat, że pracownicy POWINNI i MUSZĄ umieć pracować na swoim stanowisku pracy i korzystać z narzędzi biurowych w tym z komputera i oprogramowania biurowego oraz dziedzinowego. To żenada, że pracownik księgowości obsługuje program księgowy, a nie wie jak policzyć coś w arkuszu czy zrobić dokumentu porządnie w edytorze tekstu. Dla mnie jest to nieprzygotowania do wykonywania czynności służbowych. Cokolwiek się pojawia nowego - jakieś zmiany w programach, w przepisach, nowe obowiązki itd ja muszę się dostosować, nauczyć, zrobić, po to żeby działało i jeszcze nauczyć innych. A pracownicy nie dosyć, że chcą wszystko na "teraz", bo wszystko jest bardzo pilne, to jeszcze mają pretensje do mnie, że to ja niby wprowadzam jakieś głupoty i swoje programy czy każę im przestrzegać ustaw o ochronie danych osobowych, regulaminów sieci czy instrukcji korzystania ze sprzętu i oprogramowania. Można się mocno sfrustrować. A podejście kierownictwa? Najlepiej jak najwięcej zrobić w swoim zakresie, natyrać się, wymyślać, rozwijać, najlepiej darmo lub po kosztach, a oni może zechcą poklepać po ramieniu, bo na gratyfikację to liczyć raczej trudno. I ktoś powie - zwolnij się jak jesteś taki dobry, idź do prywaciarza. No pewnie, mogę to zrobić, ale czy to rozwiąże problem informatyki w MOPSach albo wielu urzędach? Nie. Po prostu odejdę, a przyjdzie kolejny jeleń i albo będzie się angażował albo olewał sprawę i kółko się zamknie.
informatyk

Napisano: 21 sie 2015, 8:33

Problem to koszty. Nie, nie brak pieniędzy, a brak kontroli nad wydatkami. Nikt nie patrzy ile coś zajmuje, a ile zajmować powinno, ile coś kosztuje, a ile kosztować powinno, ilu ludzi robi daną czynność, a ilu powinno. Jeżeli sami kierownicy kładą na to lachę, a tak jest najczęściej, w końcu góra jest najbardziej zabetonowana, to tym bardziej pracownicy. Robi się mnóstwo niepotrzebnych czynności, które nie tworzą wartości dodanej.

Rzucenie hasła "efektywność" tylko bawi pracowników i nie biorą na poważnie moich słów. Pomagam w czymś, wspominam o automatyzacji, lepszym sposobie rozwiązania, to zawsze słyszę "nie trzeba, ja już sobie zrobię po swojemu" - kartka i długopis. Co chore, niektóre rzeczy są obowiązkowo pisane ręcznie, bo "to ma wyglądać poważnie i pokazywać trud"! Wyobraźcie sobie prywaciarza, która każe coś robić w trudniejszy sposób żeby było widać zaangażowanie, a nie efekty (zysk) z pracy. To jest wręcz przykre, w końcu tutaj rozchodzi się o marnotrawienie naszych pieniędzy.

Potworzyłem specjalne szablony pism w programach, "generatory" druków dla klientów, napisałem programy ułatwiające powtarzające się czynności, poszedłem nawet w schematy blokowe, by ujednolicić postępowania - myślicie że ktoś się tym przejął? Dodatkowo wprowadziłem systemy organizacji pracy, a także zebrałem dane na temat podejmowanych czynności, podsumowałem to i przedstawiłem wnioski samym pracownikom i co? No jak co, chcieli mnie rozszarpać i teraz więcej ukrywają przede mną niż przed kierownikiem.

Ma przyjść pełna informatyzacja, wszelkie dane na wciągnięcie ręki, wnioski przez sieć - może to jest szansa, choć zanim to zacznie poprawnie działać, to pewnie będzie trzeba z 5 lat i kolejnych 5, żeby ludzie zaczęli z tego korzystać. No ale to zawsze jakiś promyk nadziei.
abc

Napisano: 15 wrz 2015, 8:59

To prawda. Problem leży też w chaosie e-administracji. Ponadto nadal w wielu miejscach informatyzacja traktowana jest jak zło. Nie dziwię się, bo słysząc co trochę o kolejnych przewałach w agendach rządowych odpowiedzialnych za informatyzację, co można sobie pomyśleć? Przetargi wygrywają słuszne firmy za dziesiątki albo setki milionów, a robią buble, raz że mają słabą, rotacyjną kadrę, a dwa że chyba nikt nie wie czego chce i nie potrafi zdefiniować założeń z sensem. Może zamiast uszczęśliwiać cały kraj, powinni zrobić to sektorowo - zrobić w końcu jeden sektor na 100%, a nie rozgrzebać wszystko, po to aby strumienie euro płynęły w "odpowiednie" miejsca. Jeżeli komuś nie zależy na dobru i rozwoju kraju, to choćby skały srały, to nic z tego nie będzie. Informatyzacja się ślimaczy. Nowy ePUAP poza nowym, faktycznie ładnym wyglądem, pozostał tym samym topornym i nieprzyjaznym systemem. O czym my tu rozmawiamy? ;)
informatyk


  
Strona 1 z 1    [ Posty: 10 ]
NIE PRZEGAP WAŻNYCH INFORMACJI! POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU
[ ZAMKNIJ ]