Czarny tydzień 19XI - 23 XI 2018 na czym ma polegać?

  
Strona 1 z 1    [ Posty: 6 ]

Moderator: heiland

Napisano: 09 lis 2018, 9:39

Ktoś cos więcej wie?
AKTUALIZACJA: NAPISAŁ TO PRACOWNIK SOCJALNY - MĘŻCZYZNA, A KOBIETA W OPOWIADANIU JEST WYMYŚLONA, ALE KAŻDY MOŻE SIĘ NA JEJ MIEJSCU POSTAWIĆ. (napisałam to, bo dziękujecie za tekst autorce, a przecież to napisał autor - facet, 2% populacji w pomocy społecznej) :) <3

Dostałam dzisiaj od anonimowego pracownika socjalnego taki oto list... Zanim go przeczytacie, chciałam tylko zaznaczyć, że pomimo tych piekielnych dni, kiedy to bijemy głową w mur i zastanawiamy się na co nam były te studia, skoro w danej rodzinie nie można NIC zrobić, bo się zwyczajnie nie da... Albo co gorsze: rodzina nie pozwala nic poprawić... To są jeszcze te dni, kiedy podopieczni nam dziękują. Widzimy ich uśmiechy i cieszymy się, że wyszli na prostą...

Co do samego stanowiska, to myślę, że czy jesteś pracownikiem socjalnym, czy administracyjnym, czy asystentem rodziny - chodzi o sam fakt pracy w pomocy społecznej - warto to przeczytać! :)

Damy radę, jutro już piątek! <3
A teraz zapraszam do lektury:

"Wchodzę do klatki schodowej kamienicy z mieszkaniami socjalnymi. Nawet nie zwracam uwagi na domofon, ponieważ wiem, że nie działa. Drogę znam od lat. Mieszkanie na drugim piętrze, na drzwiach numer 16. Mijam radosną twórczość tutejszej młodzieży, pokrywającą klejącą się od brudu, pomalowaną zieloną lamperią ścianę. Wciskam dzwonek . Zza drzwi dobiegają krzyki dzieci i starającą się je przekrzyczeć kobietę. W momencie gdy jednostajny dźwięk dzwonka rezonuje w mieszkaniu, zapada grobowa cisza. Słyszę niezrozumiałe szepty i już wiem, że osoby znajdujące się w środku starają się doprowadzić mieszkanie do ładu w mniej niż 30 sekund. Drzwi otwierają się i w półmroku przedpokoju pojawia się kobieca twarz. Pomimo, że jest 10:30 wygląda jakby dopiero co wstała z łóżka.

- miała Pani dzwonić – wydobywa się z ust kobiety.
- dzień dobry – odpowiadam z uśmiechem na twarzy.
- dla kogo dobry, dla tego dobry. Proszę wejść–rzuca kobieta.
Hipolita
Stażysta
Posty: 109
Od: 11 sie 2017, 13:42


Napisano: 09 lis 2018, 9:42

c.d.
Rozkład mieszkania znam na pamięć, korytarz ze ścianami obitymi boazerią, po prawej kuchnia, naprzeciwko łazienka z ubikacją. Na końcu korytarz rozdziela się prowadząc do dwóch jednakowych pokoi. Od razu zauważam, że podłoga nie widziała odkurzacza od kilku ładnych dni, a może nawet tygodni. W ciszy idę za gospodynią, która prowadzi mnie do jednego z pokoi. Kątem oka widzę Sandrę wyglądającą zza drzwi pokoju dziecięcego, na twarzy szeroki, dziecięcy uśmiech.

- dzień dobry Pani Kasiu – mówi dziewczynka.
- cześć księżniczko – odpowiadam.
- Idź sprzątać te pieprzone zabawki! – krzyczy matka, zmazując z twarzy dziecka jedyną jasność w tym obskurnym miejscu.
- nie może się Pani tak odzywać do dziecka – rzucam oburzona.
- nie wtrącaj się i nie ucz mnie jak wychowywać dzieci. Urodziłam czworo, a ty? – nakręca się kobieta.
- Pani wybaczy ale nie przyszłam tutaj rozmawiać o sobie i nie będę tolerować takiego zachowania wobec dzieci.

Zapada cisza. Kobieta wprowadza mnie do pokoju i humor od razu jej się poprawia. Spoglądam na ścianę i już wiem co sprawiło, że uśmiech zagościł na jej szarej twarzy. Nowy telewizor, na oko 55 cali.

- ładny prawda? - z dumą pyta kobieta.
- ładny – odpowiadam, w myśli dodając „prawie tak ładny jak moja 32 calowa toshiba z przebarwieniami na obrzeżach ciekłokrystalicznego wyświetlacza.”
- Roman kupił – oświadcza w sposób, który przywodzi na myśl Juliusza Cezara wygłaszającego słynne „Veni, Vidi, Vici”.
- A skąd Pan Roman wziął na to pieniądze? – natura pracownika socjalnego daje o sobie znać.
- jak to? Dla dzieci kupił, z 500+ znaczy… - odpowiada zmieszana kobieta. W kilka sekund odzyskuje pewność siebie i rzuca:
- a co nie wolno? Przecież nie ukradł – oburzenie w głosie kobiety jest nieomal namacalne.
„Tym razem nie ukradł” – dopowiadam w głowie.
- A propos, gdzie jest Pan Roman? Nie pracuje przypadkiem? – mówiąc te słowa wymownie spoglądam na wiszące na krześle ubrudzone zaprawą murarską ogrodniczki.
- A gdzie tam pracuje, nigdzie nie pracuje. Do mamy pojechał, zakupy jej zrobić – bez mrugnięcia okiem odpowiada kobieta.

Patrząc jej w oczy uświadamiam sobie, że bez najmniejszych problemów oszukałaby wariograf i rzeszę przesłuchujących ją prokuratorów. Ale cóż, do rzeczy.
- Złożyła pani podanie o zasiłek okresowy, stąd moja wizyta – staram się rzeczowo przedstawić cel mojej wizyty.
- tak, tak; skończyło się nam więc musiałam znowu do was iść, jakby nie dało się raz w roku wszystkiego załatwić – odpowiada z pretensją w głosie.
- Pani wie, że pomoc finansowa ma na celu wyjście rodzin z trudnej sytuacji, a nie sposób na zarobkowanie do końca życia – jestem dumna z opanowania jakie towarzyszy wypowiadaniu sztampowych stwierdzeń.
- A co Ty myślisz, że ja do was chodzę z przyjemnością? Nic nie robicie, kawę tylko pijecie i wam płacą z moich podatków – krzyczy kobieta.
Hipolita
Stażysta
Posty: 109
Od: 11 sie 2017, 13:42

Napisano: 09 lis 2018, 9:44

c.d.
W tym samym momencie w drzwiach staje 4 letnia Sandra i stojący tuż za siostrą 2,5 letni Krzyś. Chłopiec kurczowo trzyma się bluzki siostry, a intensywność z jaką ssie smoczek przywołuje wspomnienie parowozu i jego rytmiczne „puf, puf, puf”. Matka jakby ich nie zauważyła, jakby były niewidzialne.

- Niech się Pani uspokoi, dzieci tutaj są – staram się załagodzić narastające napięcie
- Niech widzą jaka jesteś, że nie chcesz im dać pieniędzy i chcesz żeby były głodne – wykrzykuje.

Sandra spogląda to na matkę, to na mnie, w jej oczach stają łzy. Dziecko odwraca się i w ciszy wychodzi zabierając nic nie rozumiejącego brata ze sobą.
- Jak Pani może w obecności dzieci tak się zachowywać? Moim zadaniem jest pomagać ludziom i staram się swoje obowiązki wykonywać z należyta starannością, ale nie mogę przymykać oka na takie zachowanie – odpowiadam, wzrokiem odprowadzając dwie małe sylwetki znikające w ciemności korytarza.

Ciśnienie opada. W ciszy wypełniamy niezbędne dokumenty. Na pamięć znam sytuację rodziny „…rodzina jest pełna, sześcioosobowa…” „…wykształcenie zawodowe – fryzjerka … nieaktywna zawodowo, nigdy nie pracowała” „Roman – wykształcenie zawodowe – budowlaniec. Bezrobotny, uzależniony od alkoholu, karany”. Szesnastoletnia Kinga – uczy się w tutejszej zawodówce, 14 letni Michał – chuligańskie wybryki(towarzystwo tutejszego klubu piłkarskiego), matka nazywa to szczeniackimi wybrykami. Sandrę i Krzysia już znacie. Chłopiec urodził się jako wcześniak, otrzymał 2/10 punktów w skali APGAR, posiada orzeczenie o niepełnosprawności.

Zadaję pytania, których odpowiedzi są niezmienne od lat:
- mąż pije?
- nie pije.
- chodzi na terapię?
- jak nie pije to po co ma chodzić na terapię?
- pomimo tego powinien pozostać w kontakcie z terapeutą.
- nie będzie chodził.
- kiedy był u Państwa kurator?
- dwa tygodnie temu, ale wszystko jest w porządku.
- Michał chodzi do szkoły? Jak z ocenami?
- chodzi, ale on nie ma głowy do nauki.

Działania instytucjonalne wobec rodziny są wielopoziomowe. W związku z konfliktem z prawem Michała rodzinę nadzoruje kurator. Przydzielony asystent rodziny skupia się na rozwoju Sandry i Krzysia, pomaga w pracach domowych Kingi oraz pilnuje by Krzyś regularnie uczęszczał na zajęcia rehabilitacyjne. Wszystkie osoby pracujące z rodziną wiedzą, że współpraca nie jest łatwa. Agresywne zachowanie Pana Romana oraz wrogość ze strony jego żony utrudniają realną niefinansową pomoc.
Z zamyślenia wyrywa mnie głos kobiety. Zanim dociera do mnie treść wypowiadanych przez nią słów zwracam uwagę na jej ton, spokojny, przymilny. Taki niepasujący do znanej mi od lat osoby.

- Pani Kasiu bo ja chciałam jeszcze celówkę na prąd – mówi kładąc na stole ostateczne wezwanie do zapłaty.
Myślę… analizuję sytuację i wiem, że jeżeli odmówię, to jeszcze dziś kobieta złoży
Hipolita
Stażysta
Posty: 109
Od: 11 sie 2017, 13:42

Napisano: 09 lis 2018, 9:48

c,d.
wizytę w Ośrodku. Pójdzie do szefowej i tak przedstawi sytuację, że nie będę miała wyjścia. Zresztą już to przerabiałam i wiem, że pracownik socjalny w takich sytuacjach ma niewiele do powiedzenia, ponieważ „góra” chce mieć święty spokój i nakaże wypłacić. Dla osób zarządzających jest mało istotne, że podkopują nasz autorytet, a podopieczni lawirujący w meandrach przepisów pomocy społecznej śmieją nam się w twarz.

- tak, zawnioskuję, ale sami przelejemy kwotę rachunku na zakład energetyczny – oświadczam zrezygnowana. W odpowiedzi nie pada nawet krótkie „dziękuję”.

Przeglądam oświadczenie przygotowane przez kobietę i czytam „.. świadoma odpowiedzialności karnej… oświadczam, że moja rodzina utrzymuje się ze świadczeń rodzinnych, zasiłku pielęgnacyjnego i 500+… wraz z mężem nigdzie nie pracujemy… ja wychowuję dzieci… męża boli kręgosłup, więc nie może pracować…”.
Kładę dokument na stole obok wypełnionej petami popielniczki. Z telewizora słyszę o kolejnych życiowych problemach bohaterki „trudnych spraw”, która zapewne nie skończyła łódzkiej filmówki. Liczę… 500+ w wysokości 2000 złotych, co nie ma większego znaczenia, bo w myśl przepisów nie wliczam tego do dochodu rodziny. Świadczenia rodzinne wraz z dodatkami 718 złotych oraz zasiłek pielęgnacyjny 153 złote. Suma dochodu sześcioosobowej rodziny 871 złotych. Liczę dalej… kryterium rodziny 3168 minus dochód 871… zostaje mi 2297 złotych. 50% z tej kwoty to zasiłek okresowy, który w tym wypadku wynosi 1148,50 złotych miesięcznie.

Spoglądam na rachunek za prąd… 231,75 – machinalnie wpisuję w wywiad. Wstaję i idę do pokoju dzieci. Uchylam drzwi pod czujnym spojrzeniem kobiety odpalającej LM’a. Dzieci siedzą na podłodze plecami do drzwi.Gdyby nie skrzypnęły zapewne pozostałabym niezauważona. Oboje jak na komendę odwracają głowy i podnoszą swój wzrok. Teraz wiem dlaczego przychodzę do tego mieszkania, właśnie dla nich. To te dzieci sprawiają, że przełamuję wewnętrzną niechęć do ich matki i ojca i jestem tutaj. Zrobię wszystko aby poprawić ich życie. Uśmiecham się w odpowiedzi na uśmiech Sandry. Rzucam krótkie „cześć” i wychodzę.

Siedzę teraz w swoim 20 letnim golfie i myślę o świecie w jakim żyję. Jestem po 5 letnich studiach, specjalizacji i aktualnie kończę podyplomówkę. Mam męża i córkę. Mąż pracuje, córka chodzi do przedszkola. W sumie mamy 4000 złotych miesięcznie, z czego opłacamy mieszkanie, rachunki, przedszkole itp. Nie pobieramy świadczeń rodzinnych, 500+ i innych benefitów socjalnych. Nie, nie zazdroszczę innym, jestem sfrustrowana. Kobieta od której właśnie wyszłam w sumie miesięcznie otrzymuje od państwa ponad 4000 złotych nie wychodząc z domu. Wybaczcie jeśli coś mylę, ale liczę w myślach. Do tego dzieci mają zapewnione dożywianie w szkole, OPS płaci rachunki i wypłaca rocznie kilka tysięcy złotych na inne zasiłki celowe. Mało? Za mało. Matka Sandry otrzyma dodatkowo emeryturę w związku z faktem, że urodziła i „wychowała” czworo dzieci… a to nie wpłacając do systemu emerytalnego złamanego grosza… w jakim kraju przyszło mi żyć?

Dlaczego nikt nie szanuje mnie i mojej pracy? Dlaczego innym „się należy”, a ja muszę o wszystko walczyć? Dlaczego 12.10.2018 nikt z MRPIPS nie wyszedł do nas i nie zapewnił, że nas rozumie i zrobi wszystko abyśmy czuli wsparcie i mieli motywację do pracy? Dlaczego?
Hipolita
Stażysta
Posty: 109
Od: 11 sie 2017, 13:42

Napisano: 09 lis 2018, 10:06

Boże jakie to prawdziwe ech ... i niestety smutne
saNti2008!
Praktykant
Posty: 25
Od: 19 sty 2018, 9:54

Napisano: 09 lis 2018, 10:38

No niestety Państwo patologii, ludzie średniej klasy i uczciwie pracujący mają mniej niż "ONI".Praca traci jaki kolwiek sens:) :| :| :|
kasiagops12
Praktykant
Posty: 7
Od: 16 lip 2018, 13:30


  
Strona 1 z 1    [ Posty: 6 ]




NIE PRZEGAP WAŻNYCH INFORMACJI! POLUB NASZ PROFIL NA FACEBOOKU
[ ZAMKNIJ ]